fbpx
Piotr Prabucki w barwach Warty Poznań

Piotr Prabucki: Jestem Warciarzem [ROZMOWA]

Mieszkam i pracuję w Anglii, ale jestem teraz na urlopie w Polsce i bardzo się cieszę, że będę mógł obejrzeć na żywo derby Poznania. Jestem Warciarzem i kibicuję Warcie – podkreśla Piotr Prabucki, który w swojej karierze grał dla obu klubów, a jego trafienia przesądziły o ostatniej wygranej “Zielonych” w pojedynku derbowym przy Bułgarskiej.

Piotr Prabucki był najlepszym strzelcem Warty Poznań podczas ostatniego pobytu „Zielonych” w Ekstraklasie. W sezonach 1993/94 i 1994/95 zdobył 25 bramek w 65 występach w ówczesnej I lidze. Potem jeszcze trzy razy występował w barwach wildeckiego klubu – po raz ostatni w 2001 roku, czyli 8 lat po swoim debiucie w Warcie Poznań.

Przebojowy napastnik z dobrym strzałem z dystansu urodził się w 1968 roku w Inowrocławiu i jeszcze jako nastolatek przeniósł się do Lechii Gdańsk, dla której rozegrał swoje pierwsze mecze w Ekstraklasie, w sezonie 1987/88, potem grał jeszcze w Jagiellonii Białystok, by w 1990 roku trafić do silnego wówczas GKS Katowice. W jego barwach Piotr Prabucki grał w europejskich pucharach (m.in. przeciwko Bayerowi Leverkusen). W 1991 roku zdobył swoje jedyne krajowe trofeum w karierze – Puchar Polski.

Potem stracił ponad półtora roku przez kontuzje i w trakcie sezonu 1992/93 trafił do Warty Poznań, która pędziła w stronę Ekstraklasy. Najlepszym strzelcem drużyny, która weszła do najwyższej ligi, był Jerzy Kaziów, ale gdy ten po awansie odszedł do Amiki Wronki, to właśnie Piotr Prabucki zdobywał najwięcej bramek w zespole – 11 w pierwszym sezonie i 14 w drugim, po którym „Zieloni” pożegnali się z ligą na 25 lat.

Ostatnie zwycięstwo w Ekstraklasie Warta Poznań odniosła 14 maja 1995 roku, gdy na stadionie przy Bułgarskiej pokonała 2:1 Lecha po dwóch trafieniach Piotra Prabuckiego. Kilka miesięcy później napastnik Warty nosił już koszulkę Lecha i grał dla niego przez półtora sezonu.

W niedzielę Piotr Prabucki będzie z trybun oglądał mecz Lecha Poznań z Wartą Poznań w 4. kolejce PKO Ekstraklasy.

ROZMOWA Z PIOTREM PRABUCKIM, BYŁYM NAPASTNIKIEM WARTY POZNAŃ

Przed derbami wszyscy wspominają ostatni mecz ligowy Warty z Lechem. Był Pan bohaterem tego pojedynku.

Piotr Prabucki: – Czy ja wiem? Czy byłem bohaterem?… Strzeliłem dwa gole i wygraliśmy. Po prostu.

Przecież to była spora niespodzianka! No i wygrana w derbach.

– Sytuacja była taka, że my już byliśmy praktycznie zdegradowani. Nawet zwycięstwo nie dawało nam większych nadziei, że uda się utrzymać zespół w lidze, bo straty były duże. Lech walczył wtedy o puchary, kilka dni wcześniej wygrał na wyjeździe z Legią Warszawa. A jednak sprawiliśmy niespodziankę. Bardzo nam zależało na tym, żeby zagrać na nosie lokalnemu rywalowi i wygrać derby. Udało się.

Pana nazwisko jednoznacznie kojarzy się kibicom z tymi najlepszymi wspomnieniami związanymi z  grą Warty Poznań w Ekstraklasie.

– Bardzo mi miło. Dziękuję w ogóle, że dzwoni pan do mnie. Dla mnie to również fajne wspomnienia.

Zanim trafił Pan do Warty Poznań, Pana kariera znalazła się na zakręcie.

– Byłem po operacjach obu kolan i GKS Katowice właściwie bez żalu mnie oddał. Dzięki ojcu i ówczesnemu trenerowi Warty, panu Wojciechowi Wąsikiewiczowi trafiłem do Poznania. To był świetny krok. Odbudowałem się. Po kilku miesiącach awansowaliśmy do Ekstraklasy.

I wtedy zespół praktycznie przestał istnieć.

– Tak, z drużyny, która wywalczyła awans zostało nas niewielu, wielu zawodników przeniosło się do Pniew, Wronek itp. Było nieciekawie, nikt w nas nie wierzył i wszyscy uważali, że po roku spadniemy.  Jednak w  półtora miesiąca zebrała się świetna ekipa. W pierwszych 9 kolejkach wygraliśmy 6 meczów i mieliśmy tylko punkt straty do lidera. To było niesamowite, że drużyna sklejona z niczego, w krótkim czasie tak grała i punktowała.

Drugi sezon w Ekstraklasie nie był już tak udany, ale Pan nadal strzelał wiele goli.

– Napastnik jest od tego, żeby zdobywać bramki. Nie ma w tym nic dziwnego.
Niestety, nie potrafiliśmy utrzymać się w lidze. Mimo to, mam bardzo dobre wspomnienia związane z Wartą Poznań. Grałem w tym klubie w sumie w czterech różnych okresach, także w II i III lidze. Było ciężko, ale w klubie zawsze była taka atmosfera, że szybko zapominało się o tym, co złe. Poza tym spotkałem w Warcie wielu życzliwych ludzi, którzy pomogli mi w życiu.

W 1995 roku odszedł Pan z Warty do Lecha.

– Stosunki między klubami były poprawne, w mieście był pełen szacunek kibiców zarówno dla Warty, jak i dla Lecha. Nie było antagonizmów, więc moje przejście do Lecha nie wywołało oburzenia. Uważam, że to było w porządku. Zresztą nie tylko ja zmieniałem barwy Warty na Lecha. W drugą stronę też przechodziło wielu zawodników i nie było z tego powodu żadnych kontrowersji.

Grał Pan w Warcie i w Lechu. Komu będzie Pan kibicował w derbach?

– Mieszkam i pracuję w Anglii, ale jestem teraz na urlopie w Polsce i bardzo się cieszę, że będę mógł obejrzeć na żywo derby Poznania. Mój syn mieszka w Poznaniu i jest kibicem Lecha, ale ja jestem Warciarzem i kibicuję Warcie.
Akurat pobyt w Lechu był dla mnie najbardziej udany pod względem sportowym, ale to do Warty mam większy sentyment. W klubie była po prostu taka atmosfera, a ludzie bardziej życzliwi, po prostu normalni. Pamiętam, że gdy dostałem „Srebrną Piłkę” [nagroda „Głosu Wielkopolskiego” dla najlepszego piłkarza w regionie – red.] za 1995 rok, to pogratulowali mi wszyscy koledzy z Warty, w której nie grałem już od pół roku, i tylko kilku chłopaków z Lecha, mimo że byłem jego zawodnikiem.

Śledzi Pan losy Warty Poznań?

– Oczywiście. Oglądam mecze i po spotkaniu z Piastem Gliwice mam takie spostrzeżenie, że piłkarze Warty nie powinni mieć żadnych kompleksów w Ekstraklasie, bo nie są wcale gorsi od tych zawodników, którzy są w tej lidze dłużej. Podstawa to zacząć strzelać gole. Tego brakuje. Gdy już nastąpi przełamanie, to posypią się kolejne bramki. Wierzę w to, że przełom może być już w niedzielę i zespół zdobędzie co najmniej punkt. W ostatnich derbach Warty z Lechem przy Bułgarskiej niewielu na nas stawiało, a historia lubi się powtarzać.