Mecz ze Zniczem tylko potwierdził wszystkim negatywnie ostatnio nastawionym do dyspozycji Warty, że piłkarze są w takim dołku, że nawet grając dobre zawody, przegrywają z trzecią drużyną od końca - Zniczem Pruszków.
Fakt, faktem - mecz w ogóle nie powinien się odbyć w takich warunkach. Delegaci jednak postanowili swoje i trzeba było wyjść na murawę i walczyć. Wślizgi i walka na grząskiej murawie wyglądały efektownie, ale nie przynosiły rezultatu. Zieloni próbowali grać efektownie, rzucając czasem diagonalne piłki do boku, ale na tym boisku, niestety, taka taktyka nie przynosiła żadnego rezultatu. O wiele lepiej sprawdzała się taktyka Znicza, który po prostu kopał piłki do przodu "na walkę". No i właśnie tą taktyką wygrał mecz, choć ostatnia bramka dla Znicza naprawdę ładnej urody.
Warto zauważyć jak ważną rolę w tym, aby mecz w ogóle się odbył, odegrali kibice. Pomogli odgarniać wodę narażając na zniszczenie swoje buty, skarpetki czy spodnie, a wcale nie musieli tego robić. Pan Śmiglak zapewnił, że zrekompensuje straty materialne, miejmy nadzieję, że dotrzyma słowa, bo głównie dzięki kibicom mecz mógł się odbyć. Co ciekawe - zdecydowałem się policzyć kibiców. Było ich dokładnie 187 (nie licząc dziennikarzy, czy osoby akredytowane przez klub). Brawo dla tych kibiców, którzy czekali prawie półtorej godziny (a będąc jeszcze przed meczem, łącznie ponad dwie), aby obejrzeć mecz piłki nożnej/wodnej (niepotrzebne skreślić).
Mateusz Woźniak |