Mecz z Górnikiem Łęczna zamknął pobyt w I lidze Warty na Drodze Dębińskiej. W ostatnim meczu w "ogródku" drużyna rozczarowała i nie zmieni nawet tego remis oraz gol w ostatnich miniutach spotkania.
1) Znów w pierwszej połowie Zieloni zagrali słabo. Było można patrzyć i uczyć się od łęcznian, jak powinno się w systemie 4-2-3-1 rozgrywać piłkę i atakować. Poza nielicznymi atakami w pierwszej połowie, zagrożenia pod bramką Wierzchowskiego nie było.
2) W drugiej połowie zobaczyliśmy zupełnie inną drużynę. Walczący zespół, który ciągle atakował. Trudno nam powiedzieć ile w tym było mobilizacji trenera, samomobilizacji czy cofnięcie się przez Górnika do defensywy. Mimo wszystko za drugą połowę należą się brawa. Nie można było tak grać całą rundę?
3) W Górniku Łęczna zagrał Adrian Bartkowiak i było widać kto tu jest stoperem klasowym. Bartkowiak górował nad naszymi napastnikami, był pewny każdej interwencji i świetnie się ustawiał. Aż trzeba zaciskać zęby ze złości, gdy dowiadujemy się, że Adrian został sprzedany za... 50 tys. złotych.
4) Asystent trenera Czerniawskiego - Marek Borowy ze spokojem może startować do łódzkiej filmówki na aktora. Wszystkie miny, gesty, machanie rękami - naprawdę pierwsza klasa, tylko nie wiemy za bardzo po co?
5) Za to sam trener Czerniawski wyznaje dziwną filozofię. Będąc na lewym skrzydle i mając wiele miejsca Marciniak, usłyszał takie o to słowa od szkoleniowca: "Nabij go na rzut rożny!". Czyli zamiast dośrodkować celnie w pole karne i zagrozić bramce Wierzchowskiego, Marciniak ma skupić się na tym, aby wywalczyć rzut rożny.
6) Gratulujemy serdecznie Maciejowi Wichtowskiemu bramki - zasłużyłeś. Naprawdę przez całą rundę udowadniałeś, że jesteś mimo wieku, bardziej odpowiedzialny od "Jankesa" i umiejętnościami nie odbiegasz od tego 30-letniego stopera.
7) Widzów 468 - mało? Mało! Gdzie te czasy z początku sezonu gdzie było po 2 tysiące widzów? Ktoś zarzuci - nie było jednej trybuny. Odpowiadamy: jedna trybuna to 500 miejsc. Wobec oficjalnej pojemności: 2200 widzów, teraz oficjalna pojemność wynosi 1700. W zaokrągleniu to daje 28%. W ponad półmilionowym mieście, na mecz przychodzi 468 kibiców. Gdzie jest marketing? Bo jeśli miało się coś zmienić, to miało być lepiej, a nie gorzej.
Mateusz Woźniak |