Do tego meczu podchodziliśmy z respektem i, jak się okazało, zasłużonym. Polonia Warszawa była dziś w dobrej formie i osiągnęła pewne zwycięstwo 3:0.
O samym spotkaniu nie można powiedzieć zbyt wiele, a na pewno nie to, że było szczególnej urody. Nie było. Większość pojedynków toczyła się w środku boiska i szczególnie w pierwszej połowie akcje podbramkowe były nieliczne. Sporo było za to fizycznej walki, często przerywanej gwizdkiem przez sędziego. Warta próbowała wypracować sobie sytuacje krótkimi podaniami i próbami wejścia w pole karne Czarnych Koszul, ale przeciwnik był czujny i nie pozwalał na zbyt wiele. Dodatkowo u piłkarzy Zielonych widać było spory respekt przed rywalem. Dwie bramki dla Polonii padły jeszcze przed przerwą. Najpierw strzałem z dystansu Leo Przybyłko pokonał Tomasz Makowski (34. min), a potem pozycję sprytnie wywalczył sobie German Barkovskyi (40. min) i z kolei z bliskiej odległości wpakował piłkę do bramki Warty. W drugiej połowie Warta próbowała bardziej śmiałych ataków, ale przeciwnicy bronili się bardzo skutecznie. Dzieło zwieńczył Krystian Tabara, podwyższając prowadzenie gości w 88. minucie.
Nie ma co ukrywać: Polonia była zespołem zdecydowanie lepszym, a jej zwycięstwo – mimo że bolesne – należy uznać za słuszne. Nie ukrywał tego zresztą na pomeczowej konferencji Maciej Tokarczyk. Trener przyznał, że drużyna przechodzi teraz ciężki moment, ale nie oznacza to, że zasadniczo zmieni się jej filozofia. Sztab skupi się teraz na przeanalizowaniu ostatnich spotkań i znalezieniu drogi do wyjścia z tej trudnej sytuacji. Należy tu wspomnieć o dużej klasie ze strony trenera gości Piotra Stokowca, który, odpowiadając na pytania dziennikarzy, chwalił drużynę trenera Tokarczyka za charakter i potencjał, który sobą przedstawia, i można było czuć, że nie jest to jedynie tradycyjna, zawodowa kurtuazja. Trener Stokowiec zwrócił uwagę, że zespół Warty to młodzi piłkarze, którzy dopiero zdobywają doświadczenie w pierwszej lidze i nie należy oczekiwać po nich zwycięstw w każdym meczu.
Warto wspomnieć o pozytywnym momencie sobotniego spotkania: na kilka minut przed końcem gry na boisko wszedł Tomasz Wojcinowicz. Doświadczony obrońca Zielonych doznał złamania nogi na wiosnę 2026 i nie wróżono mu powrotu na boisko przynajmniej do końca roku. “Wojcin” najwidoczniej nic o tym nie słyszał i przy oklaskach publiczności wybiegł na murawę zmieniając zmęczonego Dmytro Avidieva.
Kolejny mecz Warty to sparing z Pogonią Szczecin w czwartek 12 listopada. O punkty Warta znowu zagra 21 listopada z Ruchem Chorzów na wyjeździe, a następnie w Ogródku podejmie Pogoń Siedlce 27 listopada o 18:00.
