Wisła była uważana za bezdyskusyjnego faworyta tego spotkania, jednak można przypuszczać, że wielu kibiców po meczu mogło być zaskoczonych tym, że zdobycie 3 punktów przyjdzie jej aż tak trudno. Warta rozegrała jedno z lepszych spotkań w tym sezonie i mimo porażki 1:0, zawodnicy Zielonych mieli prawo zejść z boiska z podniesionymi głowami.
Już zestawieniem wyjściowej jedenastki trener Tarasiewicz dał wyraźny sygnał, że w tym meczu nie zamierza kalkulować i chować się za podwójną gardą. W obronie od pierwszej minuty zagrali 4 obrońcy: Kiełb, Markov, Przybyłko i Szeliga. W linii pomocy pojawili się Kopczyński i Shibata, a przed nimi Rajsel, Dzrazga i Michalski. Rolę wysuniętego napastnika pełnił Maciej Firlej. Miedzy słupkami stanął Daniel Kajzer.

Od początku obie drużyny narzuciły intensywne tempo. Trzeba przyznać, że w drużynie Zielonych w pierwszych minutach sporo było nerwowości. Piłkarze Warty wydawali się „elektryczni”. Ich poczynania cechowała waleczność, ale także brak dokładności. Ta sytuacja trwała jednak kwadrans, a potem z każdą kolejną minutą Zieloni zaczęli nabierać pewności siebie. W 25. minucie po świetnym dograniu najpierw Kopczyńskiego, a potem Firleja, w doskonałej sytuacji był Rajsel, ale strzelał za słabo. Trzy minuty później efektywnym szczupakiem uderzać próbował Drzazga. Po pół godziny meczu można było powiedzieć, że to raczej Wisła się broni, a Warta przeważa. Nieliczne kontry Białej Gwiazdy były jednak groźne. W każdej jednak na posterunku byli obrońcy Warty i bardzo uważny Daniel Kajzer. W 37. minucie Zieloni przeprowadzili kolejny rajd. Sprintem obrońców wyprzedził Drzazga, dogrywał do Firleja, ale ten o milimetry pomylił się, przegrywając pojedynek 1:1 z bramkarzem Wisły.
Mimo braku bramek gra Warty mogła podobać się zgromadzonym w Grodzisku kibicom. Po raz pierwszy od wielu tygodni raz po raz z trybun dochodziły burzliwe oklaski, nagradzające Zielonych za kolejne dobre zagranie albo ofiarną interwencje w obronie. Emocje udzieliły się też sztabowi. Spokojny zwykle na treningach i konferencjach prasowych trener Tarasiewicz tym razem żywiołowo reagował na każde zagranie swoich zawodników.

Do drugiej połowy Warta przystąpiła z jedną zmianą. Grającego z żółtą kartką Jakuba Kiełba zmienił Bartkowski. W szatni Białej Gwiazdy w przerwie musiało paść kilka mocnych słów, bo na drugą połowę Wiślacy wyszli bardziej skoncentrowani i zdeterminowani. To opłaciło się ostatecznie w 57. minucie. Strzałem z dystansu Daniela Kajzera pokonał Rafał Mikulec. Bramkarz Warty nie miał przy tym uderzeniu zbyt wiele do powiedzenia. Po straconym golu Warcie nie opadły jednak skrzydła. Kilka minut później strzałem z dystansu starał się zrewanżować Michalski, jednak piłka o centymetry przeleciała nad poprzeczką bramki pilnowanej przez Patryka Letkiewicza. Do końca spotkania Warta starała się agresywnie atakować i walczyć o korzystny rezultat. Efektownym golem mogła się skończyć próba przelobowania bramkarza gości przez Drzazgę, który dostrzegł, że Patryk Letkiewicz zbyt daleko wyszedł przed swoją bramkę – niestety ponownie milimetry uratowały Wisłę. W 87. minucie w polu karnym upadł Bartkowski. Kibice domagali się rzutu karnego, jednak arbiter nie dostrzegł w zagraniu Urygi przewinienia. Na boisku pojawili się jeszcze Jurii Tkaczuk, Maciej Żurawski, Damian Gąska i Michał Feliks, ale ich wejście nie odmieniło już losów spotkania.
Mecz ostatecznie skończył się wynikiem 1:0 dla Wisły i przybliżył Białą Gwiazdę do upragnionego celu: walki o awans do Ekstraklasy. Dla Warty to gorzka porażka, ponieważ był to mecz pełen walki, determinacji i poświęcenia – być może najlepszy, jaki w tym sezonie oglądaliśmy na stadionie w Grodzisku. Mimo że nadal martwi brak bramek, dziś pojawiło sie kilak naprawdę dogodnych sytuacji. Niestety, liczą się punkty, a tych Warta nie zdobyła i nadal trwa walka o utrzymanie w 1 Lidze. Kolejny mecz we wtorek, 8 kwietnia z Arką w Gdyni.