Jedno wielkie uff! Warta Poznań ze zwycięstwem w meczu z Hutnikiem Kraków.
Po pełnym emocji meczu Warciarze pokonali na „Suchych Stawach” Hutnik, przerywając serię siedmiu spotkań bez porażki drużyny z Krakowa i...
Po pełnym emocji meczu Warciarze pokonali na „Suchych Stawach” Hutnik, przerywając serię siedmiu spotkań bez porażki drużyny z Krakowa i umacniając się na pozycji wicelidera. Mecz był pełen walki, ofiarności i świetnych interwencji obrońców oraz Leo Przybylaka. „Mały Książę” Filip Waluś, po asyście Sebastiana Stebleckiego, zdobył jedynego – niezwykle cennego – gola, który zapewnił poznaniakom trzy punkty.
Pierwsze 15 minut należało do gospodarzy. Hutnik Kraków grał agresywnie i wysoko odbierał piłkę, nie pozwalając Warcie rozwinąć skrzydeł. Często podchodził pod pole karne Zielonych, jednak brakowało konkretów – strzały i podania zazwyczaj były niedokładne i nie stwarzały realnego zagrożenia.
Warciarze mieli problem z wejściem w mecz. Nie potrafili przejąć kontroli nad jego przebiegiem, a ich próby ataków opierały się głównie na długich, prostopadłych podaniach, które rzadko znajdowały adresata.
Pierwsza groźniejsza akcja Warty miała miejsce w 18. minucie. Po podaniu w polu karnym i zablokowanym strzale Patryka Kusztala, do piłki po rykoszecie dopadł Marcel Stefaniak, jednak jego uderzenie słabszą nogą przeleciało nad poprzeczką.

Fot. Kamil Kumoch
Z czasem Zieloni zaczęli wyglądać coraz pewniej i w końcu wykorzystali swoją okazję. W 37. minucie Warta przejęła piłkę wysoko – Steblecki natychmiast zagrał do wychodzącego prawą stroną Walusia, a ten pewnym strzałem wykończył akcję, dając Warcie prowadzenie 1:0. Co ciekawe, była to niemal kopia bramki na 4:2 z meczu w Grudziądzu sprzed tygodnia.
Po przerwie obraz gry uległ zmianie. Hutnik nie był już tak intensywny jak w pierwszej połowie, a Warta zaczęła wyglądać zdecydowanie lepiej, szczególnie w pressingu. Zieloni szybciej doskakiwali do rywali i częściej odbierali piłkę na ich połowie, a długie, prostopadłe podania zaczęły w końcu przynosić efekty.
Jedną z lepszych okazji miał Kusztal, który po kolejnym wysokim odbiorze oddał mocny strzał zza pola karnego, jednak piłka minimalnie minęła słupek. W 63. minucie Zieloni popełnili poważny błąd w defensywie, po którym sam na sam z bramkarzem znalazł się Oskar Zawada, ale Leo Przybylak popisał się fantastyczną interwencją i uratował swój zespół.

Fot. Kacper Pyto
Ostatnie 20 minut należało do gospodarzy. Hutnik, postawiony pod ścianą, ruszył do zdecydowanego ataku i zamknął Wartę na długie fragmenty we własnym polu karnym. Zieloni bronili się jednak bardzo dobrze – byli świetnie zorganizowani i grali z ogromnym zaangażowaniem, odpierając kolejne ataki rywali.
W doliczonym czasie gry emocje sięgnęły zenitu. Najpierw po dośrodkowaniu piłka o centymetry minęła bramkę Warty, a chwilę później Zieloni nie wykorzystali sytuacji, która mogła definitywnie zamknąć mecz. To tylko napędziło gospodarzy, którzy do samego końca szukali wyrównania.
Warciarze bronili jednak niezwykle ofiarnie i z pełnym poświęceniem, a gdy sędzia po raz ostatni zagwizdał, mogli wreszcie odetchnąć z ulgą, ciesząc się z kolejnego ważnego zwycięstwa.
Kolejny mecz Warta Poznań rozegra na stadionie przy Drodze Dębińskiej 12, gdzie zmierzy się z Sandecją Nowy Sącz. Sprzedaż biletów już ruszyła, a na to spotkanie otwarta została także Zielona Trybuna – zachęcamy do zakupu wejściówek i wspólnego wsparcia drużyny. Niech będzie nas jak najwięcej!💚

