fbpx
Maciej Żurawski Warta Poznań

Maciej Żurawski: „Przyszedłem tutaj, żebyśmy utrzymali Wartę Poznań w lidze”

Czekałem na ten moment, bo czułem, że trochę za długo jestem w jednym miejscu i potrzebuję nowego bodźca. Odkąd przyszedłem do Warty Poznań, to czuję, że zupełnie inaczej funkcjonuję na co dzień, że jest dużo lepiej – mówi w rozmowie Maciej Żurawski, 20-letni pomocnik „Zielonych”.

 

Pewnie Cię zaskoczę, ale pierwsze pytanie nie będzie dotyczyło legendarnego Macieja Żurawskiego (śmiech), wychowanka Warty Poznań, a potem gwiazdy i kapitana reprezentacji Polski.

– To nowość (śmiech).

Często się z tym spotykasz?

– Tak, często ludzie pytają, czy to tylko zbieżność nazwisk, czy jednak moja rodzina. Ale nie ma tutaj żadnego pokrewieństwa.

Przejdźmy zatem do Twojej kariery. Co ciekawe, przygodę ze sportem zaczynałeś od gimnastyki akrobatycznej.

– Tak, zgadza się. Przez ponad pięć lat trenowałem skoki na trampolinie i nawet miałem kilka osiągnięć. Zdobyłem trzecie miejsce w Mistrzostwach Polski, srebrny medal też się pojawił.

Dlaczego zatem postawiłeś na piłkę nożną?

– Pojawił się drobny konflikt z trenerem i przyszedł moment, gdy stwierdziłem, że gimnastyka nie jest dla mnie i niestety musiałem z tym skończyć. A może niekoniecznie niestety, bo zacząłem grać właśnie w piłkę.

Umiejętności akrobatyczne przydają się na boisku?

– Na pewno pozostała sprawność wyniesiona z treningów gimnastyki, ale chyba nie ma to dużego przełożenia na grę. Trenowałem w wieku 10 – 14 lat, więc myślę, że trochę już zapomniałem z tamtych czasów. Aczkolwiek czasem może to być pomocne np. przy upadaniu, wiem, jak zrobić przewrót w przód, czy inne pozycje. Takie automatyzmy pozostały.

Przygoda z piłką nożną ruszyła na dobre, wyjechałeś z Torunia, rozwinąłeś się w Pogoni Szczecin, skąd trafiłeś na półroczne wypożyczenie do Warty Poznań. Nie miałeś problemu z przenosinami do Wielkopolski i aklimatyzacją?

– Szczerze mówiąc, czekałem na ten moment, bo czułem, że trochę za długo jestem w jednym miejscu i potrzebuję nowego bodźca. Odkąd przyszedłem do Warty Poznań to czuję, że zupełnie inaczej funkcjonuję na co dzień, że jest dużo lepiej. Zmiana otoczenia wpłynęła pozytywnie.

Jak wspominasz pierwszy dzień w Klubie?

– Na początku przyjechałem do Grodziska Wielkopolskiego, gdzie spotkałem się z rzecznikiem klubu, Piotrem Leśniowskim. Zaproponował, że zrobimy zdjęcia z symbolicznego podpisania kontraktu i prezentacji w koszulce Warty. Poszliśmy więc na salę, patrzę, a tam chłopaki rozpoczęli już trening. Musieliśmy przeciskać się i skakać między nimi, żeby w ogóle dostać się do stołu i ścianki sponsorskiej, więc wszyscy mocno zwrócili na mnie uwagę (śmiech).

Mówi się, że Warta Poznań to „swojska banda”, w której atmosfera jest siłą drużyny. Z kim Ty złapałeś najlepszy kontakt?

– Ciężko powiedzieć. Z Robertem Ivanowem mam dobry kontakt, to bardzo pozytywny człowiek. Ale myślę, że z każdym z drużyny nawiązałem wspólny język. Czuć w szatni, że nie ma tu żadnych podziałów i wszystkich łączy więź. Zdecydowanie dobrze się tu odnalazłem.

Trener Piotr Tworek przed rozpoczęciem rundy wiosennej zapowiadał, że potrzebuje w zespole świeżej krwi, ale też rywalizacji w pewnych formacjach. Jest to dla Ciebie wyzwaniem?

– Wydaje mi się, że to jest dobre, ponieważ przy rywalizacji o pozycję każdy daje z siebie sto procent na treningu, musi przekraczać swoje bariery i starać się, żeby zasłużyć na granie. To pozytywnie wpływa na rozwój.

Moim zdaniem dobrze spisujesz się w barwach „Zielonych”, co ma przełożenie nie tylko na wynik całego zespołu, ale też na Twoje indywidualne statystyki. Jak jest Twoja ocena tych występów?

– Było dobrze, ale zawsze jest lekki niedosyt. Chciałbym przekuć to na liczby, mieć więcej bramek i asyst. Ale przede wszystkim chcę pomóc drużynie, bo przyszedłem tutaj, żebyśmy utrzymali Wartę Poznań w lidze. Chcę zrobić wszystko, żeby pomóc Klubowi zostać w Ekstraklasie.

No właśnie, cel na ten sezon jest jeden i ma ogromną wagę. To dodatkowo motywuje czy tworzy presję?

– Wydaje mi się, że jest to dobra motywacja. Każdy wie, że nie może sobie pozwolić na luźniejsze dni, bo trzeba pracować nad tym, żeby w każdym kolejnym meczu walczyć o punkty. Wiemy, że każdy jeden punkt będzie na wagę złota, bo ten ścisk w tabeli robi się coraz większy.

Zespołowo będzie walka o pozostanie w lidze, a jaki jest Twój osobisty cel na te najbliższe pół roku?

– Chciałbym rozegrać tutaj jak najwięcej minut i złapać rytm meczowy. Sądzę, że im więcej będę grał, tym większa będzie swoboda na boisku. I wtedy przyjdą bramki, asysty, a także kolejne zwycięstwa.

A Twoje największe sportowe marzenie?

– Chciałbym kiedyś wygrać Ligę Mistrzów, a także reprezentować ukochany kraj i zdobyć z nim Puchar Świata.